Teksty piosenek - kompozytor pilnie poszukiwany

Tu zamieściłam teksty, które mogłyby stać się piosenkami, gdyby znalazł się ktoś, kto stworzyłby do nich muzykę. Niektóre z tekstów już piosenkami są. Te, które czekają na muzykę oznaczyłam gwiazdką (*).

Może znajdzie się kompozytor, któremu coś z tego bloga przypadnie do gustu i zechce zrobić z tego piosenkę. Piszę też teksty na zamówienie, również do przesłanych mi melodii. Zainteresowanych jedną, bądź drugą opcją proszę o kontakt mailowy na adres:
 czarownicazbagien@onet.pl



Ballada o pewnym czarodzieju *

Dzisiaj w miasteczku naszym wielkie święto!
Zbiegły się na rynek mieszkańców zastępy,
Bo dzisiaj na słupach afisze rozpięto,
Ze magik przybył na gościnne występy!

Wybuchła euforia, rozbłysły uśmiechy –
Dotychczas w miasteczku nikt nie występował,
A lud nie zaznawał nijakiej uciechy,
Skromnie żył i uczciwie dla kraju pracował.

Mag wstąpił na podium, rozłożył swój kramik,
Spojrzał na zmęczone, poszarzałe twarze...
Tłum drgnął i zaszemrał, poczym zamarł, zamilkł
I w napięciu czekał, co magik pokaże...

A on się uśmiechnął i skinął pałeczką
I wtem rzecz się stała nieoczekiwana!
W proch się obróciło calutkie miasteczko,
A ludzie w strachu padli na kolana!

I wtedy czarodziej skinął po raz wtóry:
Pałace wyrosły w miejsce domów starych.
Miały wielkie okna i solidne mury.
Ludzie oczy tarli, nie dawali wiary.

Skinął po raz trzeci – ubiory bogate
Spowiły zebranych, wprawiły w zdumienie,
A każdy w zachwycie oglądał swą szatę –
Złociste tkaniny! Szlachetne kamienie!

Tłum w ogromnym szczęściu bawił się, radował,
Każdy pobiegł w końcu do pałacu swego,
A czarodziejowi nikt nie podziękował!
Zostawili maga na rynku samego!

Ten posmutniał wielce. Poszedł swoją drogą
I na wdzięczność ludzką już wcale nie liczył...
Szedł piechotą, albowiem nie było nikogo,
Kto by mu na drogę choć konia pożyczył!

A w miasteczku ludzie spanieli, roztyli,
Nikt jakoś nie myślał, by wziąć się za pracę.
Gdy bogactwa swoje przejedli, przepili,
W gruzy się rozpadły cudowne pałace.

Więc wszyscy przycichli, trochę spokornieli,
Wieść zaczęli znowu bardzo skromne życie,
Wciąż mając nadzieję, że którejś niedzieli
Znów świętować będą magika przybycie...


Ballada o szarych ludziach*

Szary wieczór. Otuleni szarym zmierzchem
Na przystanku stali cicho on i ona,
Lecz ostatni tramwaj jeszcze nie nadjeżdżał.
On nieśmiały, ona jakaś zagubiona.
Tak wtopieni w szare tynki starych domów
Wzrok wlepili w chodnikowe, szare płytki.
Ona – zwykła szara mysza, niepotrzebna już nikomu,
On przeciętny, szarobury, raczej brzydki.

Wielki smutek z nich wyzierał - na wskroś szary.
Szare płaszcze spowijały szare ciała.
On niemłody, chudy, pozbawiony wiary,
Ona też niemłoda, krucha i zgorzkniała.
Szare twarze wyrażały szarość życia.
Nagle słowik im zakląskał nad głowami.
W jej cudownie szarych oczach on zobaczył gwiazd odbicie,
I rozbłysło wszystko nagle kolorami.

Szary ptaszek, niepozorny, gdy zaśpiewał
Cała szarość gdzieś przepadła w jednej chwili.
Znów zielenią zaszumiały szare drzewa,
Oni w siebie się z zachwytem zapatrzyli.
I poczuli się na nowo tacy młodzi,
Zasłuchali się w słowicze trylowanie...
I choć ten ostatni tramwaj wciąż uparcie nie nadchodził
Przyszła miłość, tak po prostu, niespodzianie.


Toksyczna miłość*

Chcesz jaskółką nurzać się w błękicie,
Siedzisz w klatce, spętane masz skrzydła.
Pragniesz nad życie,
Kochasz nad życie,
A to życie złapało cię w sidła!

A im wyżej ku słońcu chcesz wzlecieć,
Tym boleśniej spadasz z wysokości!
Schniesz z tej miłości
Cierpisz z miłości,
Czujesz się najsamotniej na świecie.
Niepotrzebna taka miłość, która niszczy!
Niepotrzebna taka miłość, która boli!
Nawet gdy się wyzwolisz
Z uczuć swych niewoli,
Będzie ci trudno podnieść się ze zgliszczy!

Znajdź więc siłę, by powstać z popiołów,
By posklejać z kawałków swe serce!
Dość poniewierce!
Życie w rozterce
Bywa cięższe niż kamień i ołów.

Niepotrzebna taka miłość, która niszczy!
Niepotrzebna taka miłość, która boli!
Nawet gdy się wyzwolisz
Z uczuć swych niewoli,
Będzie ci trudno podnieść się ze zgliszczy!


Noc*

Siądź przy mnie nocą księżycową,
Czule obejmij mnie ramieniem,
Szepnij do ucha ciepłe słowo,
Bądź mi ostoją, ukojeniem.
Nie odchodź, zostań ze mną jeszcze,
Spójrz w niebo skrzące się gwiazdami,
I razem z meteorów deszczem
Rzuć swe marzenia nad polami.
Moje marzenia też pofruną,
Nad łanem zbóż niech wiatr je niesie–
Twoje i moje – błysną łuną,
Zawisną gdzieś w nieba bezkresie.

Marzenia skryte w gwiazd czystym blasku,
W klarownie śpiewnym świetle księżyca
Nabiorą mocy i już o brzasku
Przekroczą dnia granicę
I w dłonie je pochwycę,
Tak piękne jak motyle,
Więc zostań jeszcze chwilę,
Coś zaraz się wydarzy!
Wystarczy tylko marzyć!

A może jednak nie wystarczy?
Nadzieje płonne, krzywe lustro,
W życiu – raz z tarczą, raz na tarczy –
Grymas na twarzy, w sercu pusto...
Marzenia? Dawno już w przecenie!
Na wyprzedaży! Tak codziennie...
Nikt nie jest sobą – jak na scenie –
Wciąż maskarada trwa niezmiennie.
Ty się nie przyznasz do słabości,
Choćbyś gdzieś w kącie płakał skrycie,
Chociażbyś tęsknił w samotności ...
Będziesz twardzielem całe życie!

Człowiek sukcesu nie będzie szczery,
Nie będzie przecież sentymentalny!
On idzie twardo drogą kariery!
Nie może być banalny!
Nie będzie nierealny!
Nie, dzisiaj nie zostanie,
Dziś jeszcze ma spotkanie!
Gdzieś pędzi, za czymś goni...
Zadzwoni?....
Nie zadzwoni!

Tak, więc w kolejną noc samotna
Samotny tydzień rozpoczynam
Pragnieniem ciepła. Myśl przelotna –
Jak długo jeszcze to wytrzymam?
Czy czerpać mam garściami z życia
Pełnego uciech plastikowych
I pośród blichtru, szpanu, picia
Szukać kochanków ciągle nowych?
Życie drapieżne, życie głupie,
Płaskie, gdy tylko forsa w cenie.
Nie! Nie chcę tak! Po moim trupie!
Gdzie przyzwoitość, gdzie sumienie?

Tak ciągle sama, choć wśród ludzi,
Stygnę, gorzknieję, czuję się stara.
Jak mam uczucia twe obudzić?
To ma być dla mnie kara?
Czy za to, że się staram?
Że wciąż cię kochać muszę?
Że zachowałam duszę?
Zatrzymaj się na chwilę!
Zrób dla mnie chociaż tyle!


Czego oni chcą?*

Budzisz się
I wstajesz znowu lewą nogą.
Wdepnąłeś w „dziś”,
A tak byś chciał już wdepnąć w „jutro”!
Nowy dzień
Przeraża cię, a swoją drogą,
Nie musisz iść
I wcale ci nie będzie smutno.

Niech się wszyscy odczepią!
Czego oni tak właściwie chcą?!
Czego chcą?!

Pęka ci łeb,
Żołądek oddał skok na główkę.
Choć mleko masz,
To chętnie byś się napił piwa.
Ale ten sklep!
Na krechę nie ma! Za gotówkę!
Co to za twarz
Z lustra spogląda ledwo żywa?

Niech się wszyscy odczepią!
Czego oni tak właściwie chcą?!
Czego chcą?!

Wynurzasz się
Z niebytu nocy, z dziurą w głowie.
Przekrwiony wzrok
Omiata pokój beznamiętnie
Zadziwia cię
Ile wytrzymać może człowiek?!
Kolejny rok
Z życiem w pokera grasz codziennie.

Niech się wszyscy odczepią!
Czego oni tak właściwie chcą?!
Czego chcą?!

To Twój sposób na życie!
Picie, kac, znowu picie!

Czego oni tak właściwie chcą?
Czego chcą?!


Moja kolęda*

Hej kolęda! Kolęda!

Narodziło się Dziecię!
Bacznie się rozejrzało,
Co się dzieje na świecie?

Ludzie zasiedli społem
Przy świątecznej wieczerzy.
Kto z tych ludzi za stołem
Szczerze w to Dziecię wierzy?

Kto bliźniego szanuje,
Nie na pokaz ma wiarę?
Kto z pokorą przyjmuje
Za przewiny swe karę?

Kto czci matkę i ojca,
Nie oczernia sąsiada?
Kto dziś nie cudzołoży?
Kto zabija, okrada?

Kto nie pęka z zazdrości,
Nie pożąda dóbr drogich?
Kto jest pełen miłości
Dla tych chromych, ubogich?

Kto nad pieniądz przedkłada
Mir, uczciwość i cnotę?
Komu nieobca zdrada?
Kto nie myśli, co potem?

Kto bliźniemu funduje
Czasy wojny, bezprawia?
Kto niezgodą rujnuje?
Kto w potrzebie zostawia?

Rozejrzało się Dziecię,
Zadumało się skrycie...
By odkupić zło wszelkie,
Przyjdzie Mu oddać życie.

Ale dziś błogosławi
Nas, domostwa i Ziemię
I się wszędy objawi
DOBRO, które w nas drzemie!

Lecz jak długo wystarczy
Zrozumienia, miłości?
Ilu ludzi wybaczy,
Mimo zatwardziałości?

Czy świat lepszym się stanie?
Czy odmienią go Święta?
....................................
Niewygodne pytanie?

HEJ KOLĘDA, KOLĘDA!



Wiosennie i ósmo marcowo*

Promyk słońca musnął szybę w moim oknie,
Potem wiatr zamieszał myśli w mojej głowie.
Śnieg już stopniał, w szeptach deszczu tęcza moknie,
Kwitnie kwiat, świergoce ptak, pięknieje człowiek.

Śpiewnie w sercu, ciepło w duszy i na dworze.
Im dni dłuższe, tym spódnice dziewczyn krótsze.
Lecz mój kot niestety, przebrać się nie może.
Będzie musiał nadal chodzić w czarnym futrze.

Patrzę w oczy smutnym ludziom, których mijam
I jak głupia się uśmiecham pełną gębą.
"Zakręcona!" - niech pomyślą i niech piją
Wprost z powietrza radość wiosny tak potrzebną!


Sprzedawca marzeń* – tekst na kampanię wyborczą przydatny dla każdej opcji politycznej


Nie niosę Wam Polleny, Henkela ni Amway'a

Mam dla Was towar lepszy! Nazywa się "nadzieja".

Nadzieja i marzenia, i sny o dobrobycie
Wnet oczy Wam zamydlą, bo pienią się obficie!

Szarości zniknie welon, żyć zaczniesz kolorowo,
Więc kupuj, na co czekasz? Daj skusić się na nowo!

Kupiłeś raz funt marzeń - wart nie był funta kłaków?
Szarlatan Ci to wcisnął, mój towar nie ma braków!

Nadzieja była gorzka? Sen urwał się nad ranem?
Nie kupuj u oszustów! Każ im się wypchać sianem!

Udzielę Ci gwarancji, honoru dam Ci słowo,
Dla Ciebie mam specjalną ofertę wyjątkową!

To towar pierwszej klasy i po przystępnej cenie:
Dwa złote za nadzieję, trzy złote za marzenie.

Wystarczy dla każdego! Mam tego przecież tyle!
Niech kręci się to polskie perpetuum mobile!




Przepraszam za usterki!*

Twoja twarz, niczym mapa pogody,
Zapowiada znów gradobicie.
Ciągle burze, zawieje i chłody.
Takie życie! Psia krew! Takie życie!

Chmury ciągną i z prawa, i z lewa,
A o słońcu zapomnieć mi przyszło.
Patrzę na to i krew mnie zalewa,
Że i z tobą, psia krew, mi nie wyszło!

Po cóż znosić wciąż mam twe humory?!
Idź już wreszcie, mam dość poniewierki!
A na drogę
(ja nie mogę!)
A na drogę ci zaśpiewam:
„I’m sorry, so sorry!
I przepraszam, przepraszam za usterki!”

Chciałam czytać ci w oczach jak w księdze.
Nie pozwalasz mi na to, niestety.
Ty chcesz żyć ciągle prędzej i prędzej,
Nie masz czasu na „bajdy i bzdety”.
Cóż, niech będzie jak chcesz, wolna droga!
Nie zatrzymam cię prośbą, ni siłą.
Nie licz na to, że będę cię błagać!
Dziwne, co? Ale wręcz mi ulżyło!

Po cóż znosić wciąż mam twe humory?!
Idź już wreszcie, mam dość poniewierki!
A na drogę
(ja nie mogę!)
A na drogę ci zaśpiewam:
„I’m sorry, so sorry!
I przepraszam, przepraszam za usterki!”

Gdy już pójdziesz, usiądę przy kawie,
Zamknę oczy, uśmiechnę się szczerze,
Przecież ja takich gości nie trawię!
Co ty tutaj robiłeś, frajerze?!
Wreszcie wolna! – tak powiem do siebie.
Sama sobie okrętem i sterem!
Wszystkie znaki na ziemi i niebie
Potwierdzają, że jesteś frajerem.

Jestem pewna, że będzie mi lepiej!
Dał mi w kość zrzędny twój charakterek!
Ruszaj w drogę!
(ja nie mogę!)
A gdy wyjdziesz to zaśpiewam:
„I’m happy, so happy!
Może znajdziesz gdzieś kogoś bez
usterek!


Szczęście*

Tak naprawdę, nie potrzeba mi nic więcej
Bo wystarczy, kiedy jesteś przy mnie blisko,
Czuję twoje delikatne, ciepłe ręce,
Wiem na pewno, że już mam naprawdę wszystko.

Lubię, gdy przynosisz kwiaty,
Bo to  miło, że pamiętasz
Nasze wspólne ważne daty
I o moich małych świętach.

Moja dusza koncert gra, jak z partytury.
Milion dźwięków leci w przestrzeń aż do słońca.
Jestem silna! Mogę poprzestawiać góry!
Ja przy tobie, a ty przy mnie – tak do końca.

Nie potrzeba mi i kwiatów,
Chociaż miło, gdy pamiętasz
Nasze wspólne ważne daty
I o moich małych świętach.

Tak naprawdę, nie potrzeba mi nic więcej.
Mam już wszystko: czuły dotyk twoich dłoni,
Twoje oczy, twoje usta, twoje serce
I nie muszę nigdy już za niczym gonić.

Ty przynosisz czasem kwiaty
Bez okazji, choć pamiętasz
Również nasze ważne daty
I o moich małych świętach.

Za to wszystko ci dziękuję.
Za tę czułość, ciepło, serce!
Bo naprawdę tak to czuję -
Nie potrzeba mi nic więcej!

Upalny dzień*

Po ulicy drugiej stronie
Grzbiet wygrzewa rudy kot.
Leży sobie na balkonie,
Coś nieskory dziś do psot.

Po ulicy drugiej stronie
Rośnie lipa, pod nią gość
Zimne piwo ujął w dłonie.
W upał piwa nigdy dość!

Po ulicy mojej stronie
Właśnie się rozgościł cień.
Mogę otrzeć z potu skronie,
Oj, gorący mamy dzień!


Smaki życia *

Znajdę w sobie moc
Aby przetrwać noc
Nawet najczarniejszą
Chwycę pędzle i
Namaluję sny
Takie najpiękniejsze

Każdy życia kęs
Ma swój smak i sens
Chociaż bywa gorzki
Przeciwnościom wbrew
Szybciej krąży krew
Odpływają troski

Słodycz, gorycz, sól
Radość, smutek, ból -
- Smaki dobrze znane
Nie jest aż tak źle
Noc oddala się
Nadchodzi poranek



   Miłość *

Tyle słów pisze się o miłości
Ale czy ona jest warta tego?
Bywa, że się złości
Albo też z zazdrości
Popchnie nagle do czegoś głupiego

Tyle westchnień i wyznań, wręcz czczona
Wierszem, prozą, muzyką, obrazem
Lecz niedoceniona
Albo odrzucona
Pragnie i nienawidzi zarazem

Czy możliwe jest takie kochanie
Co nie widzi ni krzywdy, ni zdrady?
Cierpliwe czekanie
Z wiarą w pojednanie
Gdy wybaczać nie daje już rady?

Tylko wtedy kochanie coś warte
Kiedy spotka się z wzajemnością
Razem buty zdarte
I szlaki przetarte
Wtedy można to nazwać miłością


Po co?  *

Sieję mak – cicho tak,
Że aż boli
Rzucam groch – zbieram foch,
Ściana stoi

Leję miód w serca chłód-
- Nie rozgrzewa
Tracę czas! Idę w las!
W gęste drzewa!

Dałam w zastaw swoje szczęście
Aby zdobyć twoją miłość
No i po co mi to było,
No i po co?
Z tej transakcji nic nie wyszło,
Samej lepiej mi się żyło,
A więc po co mi to było?
A więc po co?

Szukam dróg – szkoda nóg!
Nie znajduję!
Może skrót? – Próżny trud!
Komplikuje!

Z deszczu chcę schronić się -
- Same rynny!
Lombard, gdzie szczęście me
Dziś nieczynny!

Zastawiłam swoje szczęście
Aby zdobyć twoją miłość
Nie wiem po co mi to było,
Nie wiem po co?
Ty nie kochasz, a bez ciebie
Całkiem dobrze mi się żyło
A więc po co mi to było?
A więc po co?


  ♫♬🎶🎜🎝



Kęs miłości

Dostrzegłem ją wśród rzędu kas
Choć byłem tam niejeden raz
Wręczając jej pieniądze
Poczułem nagle żądze
Zadrżałem
Dreszcz przeszedł całym moim ciałem
Serce galopem biło, cwałem
A jeszcze szybciej pędził czas

Kupiłem więc przy kasie kwiat
Wręczyłem jej i milczę. Pat!
Kolejka się wydłuża
Już jakiś gość się wkurza
Co teraz?
Wyraźnie kroi się afera
Umówić chcę się, lecz mnie zżera
Nieśmiałość mimo moich lat.

Na paragonie pisze mi
Swój numer, resztę daje i
Umawiam się z nią wkrótce
Na kawę w „słodkiej budce”
A potem
Gdy serce wali mi z łomotem
Wyznaję miłość zlany potem
Otwieram duszy mojej drzwi

Chciałem miłości uszczknąć kęs
Trzepocąc rzędem rzadkich rzęs
Lecz na nic się to zdało
Cofnęła nagle ciało
Bo ona
Nie taka słodka, raczej słona
Choć dziewczę jeszcze, nie matrona
A już odkryła żądz mych sens

Nie drgnął w niej ani jeden zmysł
Gruchnęła śmiechem i czar prysł
Bo chciała się zabawić
I mnie czym prędzej spławić
Za stary!
Choć przecież nie dawałem wiary
Wolałem wierzyć w jakieś czary
......
Mój uśmiech zrzedł, a zapał zwisł…

*****

    Słona zemsta

Spięłam się, aż mi wyschła krtań,
By w biurze dostrzegł mnie wśród pań,
Zrobiłam obiad z czterech dań,
Ale zawiodłam się niestety!

To podłość!
Nie zechciał przyjść, co mnie ubodło!
Żałośnie wystygł ryż pod kołdrą!
Któż wiedział, że zeń taki drań?!

Kotlety!
Smażyłam mu je dla podniety,
Będę je sama jeść! O rety!
I cały obiad z czterech dań!

                     *

Pantoflarz to jest pospolity,
Więc zbieram już na niego kwity!
Zapłacisz słono teraz mi ty
Za zestaw łez mych, szlochów, łkań!

Wzgardzona
Zemszczę się! Zemsta będzie słona!
Sól będę sypać w to, co żona
Do pracy naszykuje dlań!

          🍲😡🥘


Sen o zaległym urlopie* – wyobrażam sobie tę piosenkę w rytmie bossa novy

Życie mi płynie jakby wolniej,
We mgle porannej czas rdzewieje,
Pies w oczy patrzy mi pokornie,
Chciałby wyjść pewnie, bo już dnieje.

Chcę sen zatrzymać jak najdłużej,
Był taki piękny, kolorowy...
Do pracy wstawać dziś nie muszę,
Dobrze, że chociaż to mam z głowy.

Dni mi przez palce przeciekają,
Lenistwo lęgnie się bezczelnie.
Nie chce się wstawać, ale wstaję
I czuję się z tym bardzo dzielnie.

Spacerek z psem, poranna kawa,
Gazeta – newsy, reportaże,
Wreszcie narzekać nie mam prawa –
Nikt mi niczego dziś nie każe.

Mogę bezkarnie się wałkonić,
Popijać piwko, bąki zbijać,
Bezkarnie ziewać i czas trwonić,
Nie myśleć, co mnie dziś omija.

Potem w lekturze się zanurzę,
Bo zwykle nie mam na nią czasu,
Wpadnę na plotki, wytrę kurze...
Cicho, spokojnie, bez hałasu...

Nim znowu wpadnę w wir roboty,
Nim porwą mnie machiny tryby
I będą ze mnie cisnąć poty,
Na grzyby pójdę lub na ryby...

Zaległy urlop wykorzystam!
Chcę go wycisnąć jak cytrynę!
Może odwiedzęTadżykistan,
Lub w Amazonii gdzieś zaginę?

Chcę sen zatrzymać jak najdłużej,
Był taki piękny, kolorowy...
Szósta?! Do pracy wstawać muszę!
Urlop?
Że też to przyszło mi do głowy?!


Pierniczewo* - tekst w sam raz na balladę lub jakiś protest song...

Trzy mile gdzieś za Pcimiem Dolnym
Na dróg rozstaju skręcisz w lewo,
Jeszcze godzinkę krokiem wolnym...
I ujrzysz napis „Pierniczewo”
Przy małym rynku domów parę,
Fryzjer, apteka, sklep, piekarnia,
Jest też i bar, a przed tym barem
Leniwie wznosi się latarnia.
W jej nędznym świetle widać cienie
Tych, co się snują chwiejnym krokiem.
Tu życie sączy się niezmiennie,
Za rok tak będzie – jak przed rokiem.

Tu wszystko wszystkim spierniczało,
Na krechę robią tu zakupy,
Byle do jutra się przetrwało,
Nie warto przecież ruszać dupy!
Bo w końcu przecież jakoś będzie,
Coś się ukradnie, coś się sprzeda.
Ksiądz da pokutę, coś poględzi,
W końcu rozgrzeszy – wie, że bieda.

Po bramach stoją już od świtu
Ci, co od dawna nie trzeźwieją.
Nie mają rent, ni emerytur,
Piją i dalej pierniczeją.
Tu nawet dzieci się nie rodzą,
Bo młodzi pryśli stąd w pośpiechu,
A starzy do kościoła chodzą,
Bo on ostatnią ich pociechą.
A po kościele siedzą w barze,
Topią w kieliszku swoje smutki.
Brak im nadziei, brak im marzeń,
Tak pierniczeją od tej wódki.

Tak oto w naszym Pierniczewie
Życie się sączy, a nie płynie.
Dlaczego? Nikt tu tego nie wie!
O czyjej można mówić winie?
Tu w lepsze jutro nikt nie wierzy.
Wszystkim już wszystko spierniczało.
Im już na niczym nie zależy....
A takich miejsc wcale niemało...


Stara kobieta na zadupiu*

Daleko gdzieś od gwaru miasta,
Gdzie polna droga wyboista,
Gdzie stara wierzba w pejzaż wrasta,
Znalazła swą życiową przystań.
Nic to, że ręce spracowane,
Że chusta siwe włosy skryła,
Że twarz bruzdami poorana
Jak ziemia ta, dla której żyła.

Siedzi na progu swojej chaty
I w niebo wdowi wzrok wpatruje.
Wie, że prawdziwie ten bogaty,
Który niewiele potrzebuje.
Bo jej bogactwem ptaszek mały,
Który co rano słodko śpiewał,
Kłosy, co w polu dojrzewały,
Kwiaty w ogródku, łąki, drzewa.

Bogactwem jej są teraz dzieci,
Których gromadkę wychowała.
Choć rozjechały się po świecie,
Wciąż o nią dba rodzina cała.
Bo sztuką jest, by przeżyć życie
Godnie, spokojnie i uczciwie,
I w codzienności, pracowicie
Budować szczęście, kochać tkliwie.

Cicha i skromna siedzi w progu
Z dala od zgiełku tego świata
Co dzień dziękując Panu Bogu,
Że w zdrowiu żyła długie lata.
Niedługo dom zatętni gwarem,
Znowu przytuli swe wnuczęta -
- Są dla niej najcenniejszym darem,
Gdy przyjeżdżają tu na święta.

"Zadupie" - powie ktoś światowy -
- Głupia, że życia nie użyła".
Ona ku niebu wznosi głowę
I jest szczęśliwa. Zawsze była.


W krainie czarów, u Alicji *

Jest takie miejsce pełne magii,
Gdzie „wczoraj” z „dzisiaj” się spotyka,
Gdzie szepty w cegłach są zaklęte,
Gdzie w starych ramach gra muzyka,
A świec płomienie ogniem błędnym
Pieszczą patynę helikonu,
Który ze ściany patrząc tęsknie
Śledzi popisy saksofonu.

W krainie czarów, u Alicji
Mruczy poezje szafa stara,
Nad tą magiczną atmosferą
Czuwa dyskretnie przodków para,
Która, gdy tylko wyjdą goście
- schodzi z pożółkłej fotografii,
Zasiada przy starej maszynie
I pisze wiersze– jak potrafi.

Bo tutaj każdy jest poetą,
Bo tutaj wszystko jest muzyką,
Tu czar bohemy, cyganerii,
Tu roni łzę stary helikon,
Wspomina czasy swej świetności
I choć od dawna jest zepsuty,
Gdy wszyscy wyjdą – gra bezgłośnie
Zapamiętane niegdyś nuty.

W krainie czarów, u Alicji
W kątku, po lustra drugiej stronie
Ze starym skrzypkiem gra w duecie
Jazzman na lśniącym saksofonie.
Bo tu się „wczoraj” z „dziś” spotyka –
- coś z awangardy i z tradycji.
W ścianach zaklęta jest muzyka...
Zajrzyj więc czasem do Alicji.

Moja przyjaciółka Alicja prowadziła niegdyś kawiarenkę artystyczną o nazwie "Bohema". Było to miejsce o niepowtarzalnym klimacie, ale pozostało po nim już tylko wspomnienie. Przegrało z komercją... Ten tekst jest właśnie takim wspomnieniem.




Nocna wachta*

Gdy słońce schowa się w objęciach
Mrukliwych fal czarnych jak smoła
Na nocną wachtę mnie wywoła
Dzwon okrętowy.
Porzucę wszystkie swe zajęcia
Stanę przy sterze, oddam pokłon
Odbiciom gwiazd, co w morzu mokną
Będę gotowy.

Fregata niechaj fale tnie,
Polarna gwiazda wskaże drogę.
Moja załoga sprawdza mnie,
A ja dziś zawieść jej nie mogę.

Niestraszny sztorm, niestraszna noc
Gdy w sercu żar, a w rękach moc!
Z odwagi dziś egzamin zda
Dzielny marynarz!
Niechaj załoga smacznie śpi,
Przede mną noc otwiera drzwi.
Gdy minie - pierwszy dotknę dnia,
Świt mnie powita.

Nie zawsze toń jest tak łaskawa,
I wiatr nie zawsze jest w humorze,
Czasami zagniewane morze
Wycisk nam daje
Tu żywioł ustanawia prawa,
I nie przewidzisz, co cię czeka
Nim port przywita cię z daleka
W nieznanym kraju.

Fregata niechaj fale tnie,
Polarna gwiazda wskaże drogę.
Ta nocna wachta lubi mnie,
I ja - nie lubić jej - nie mogę.

Niestraszny sztorm, niestraszna noc
Gdy w sercu żar, a w rękach moc!
Nie ugnie się przed żadnym złem
Dzielny marynarz!
Załoga jeszcze smacznie śpi,
Odchodzi noc, zamyka drzwi.
Ja pierwszy dziś przywitam dzień
I go zatrzymam.

Bar pod piracką flagą*

W starym porcie kiepski bar
Ot, spelunka taka
W rumie tu utopisz żal,
Zalejesz robaka.

Nim wyruszysz znowu w rejs
Dziewczyna portowa
Za kolejkę otrze łzę,
Przytuli bez słowa.

Ona czułe serce ma,
Chociaż kupczy ciałem.
W czym jest lepsza od niej ta,
Którą tak kochałeś?

Ref.:

Porzuciła cię dziewczyna,
Zostawiła krótki list:
„Już nie mogę dłużej, wybacz,
Nie chcę wciąż w rozłące żyć!
Chcę mieć dom, rodzinę, dzieci,
Męża, co by przy mnie trwał.
Ty wybrałeś morskie fale,
Słoną wodę, sztorm i szkwał.
Jestem młoda i z tęsknoty
Nie chcę miesiącami schnąć!
Więc odchodzę, mam innego.
Żegnaj i szczęśliwy bądź!”

Zostawiła cię jak psa!
Wyjdzie za doktora!
To od niego ciuchy ma,
I perfumy Diora.

”Pod piracką flagą” rum
Uderza do głowy
Teraz chcesz być tutaj sam
Rozbitku życiowy.

Jutro w żagle chwycisz wiatr
Poniosą cię fale,
Honor twój jest więcej wart –
- nie zatęsknisz wcale.

Ref.:

Nie zatęsknisz za dziewczyną
Co zostawia taki list:
"Już nie mogę dłużej, wybacz...
Nie chcę wciąż w rozłące żyć..." itd.


JEST TAKA VANESSA (albo po prostu VANESSA)  *

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona coś ma, takiego że ja
Mknę do niej jak ćma aaaaa!

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona mnie zna, wie dobrze, że ja
Przylecę jak ćma aaaaa                             (bis)

Roztacza wokół blask, gdy przechadza się
Jak Księżyc wśród nocy – jaśnieje promienna
I wtedy do niej lecę ja, niczym jakaś ćma,
Niczym jakaś ćma!

Ooo, eee, aaa      Lecę niczym ćma!
Ooo, eee, aaa      Lecz co mi to da?!

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona coś ma, takiego że ja
Mknę do niej jak ćma aaaaa!

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona mnie zna, wie dobrze, że ja
Przylecę jak ćma aaaaa  

Z miłości zginę wnet, ogień spali mnie!
Jak płomień świecy mnie wabi Vanessa
Do światła jej lecę ja, niczym jakaś ćma
Niczym jakaś ćma!

Ooo, eee, aaa      Lecę niczym ćma!
Ooo, eee, aaa      Lecz co mi to da?!

Litości, Vanesso!
O Vanesso! Vanesso zlituj się!

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona coś ma, takiego że ja
Mknę do niej jak ćma aaaaa!

Jest taka Vanessa,
Przez którą mam stresa!
Bo ona mnie zna, wie dobrze, że ja
Przylecę jak ćma aaaaa         


 Tekst powyższy powstał do konkretnej muzyki, ale nie został wykorzystany, gdyż wokalista stwierdził, że nie będzie śpiewał o ćmie. No cóż...



Ballada średniowieczna*


Szedł raz kmiotek - wędrowiec - zdrowy, rześki rumiany.
Dziewkę na polu spotkał, tam gdzie złote zbóż łany.
W żyto bujne ją zwabił i sam za nią się rzucił...
Kombajn "bizon" by lepiej zboża tam nie wymłócił!

Kmiotek chłop był na schwał!
Wszystko co należy mieć - miał!

W karczmie znużon' wieczerzał, wcinał udźce baranie,
A dziewczyna dorodna mu robiła posłanie.
Gdy się najadł, to z dziewką trochę pobaraszkował...
Magiel lepiej pościeli tej by nie wyprasował!

Kmiotek chłop był na schwał!
No i wigor to kmiotek miał!

W dalszą drogę wyruszył wypoczęty nad ranem,
Obok łąki przechodził, zapachniało mu sianem.
Legł na wzgórku, żniwiarkę piękną obok posadził...
Żaden walec by lepiej górki tej nie wygładził!

Kmiotek chłop był na schwał!
I kondycję to kmiotek miał!

Elektrownię napędzać lub podłączyć turbinę
Wtedy gdy rześki kmiotek zdrową spotka dziewczynę!
Szkoda by się energia młodych ciał marnowała!

Lecz z postępem technicznym ludzkość nie nadążała...


A tu już są teksty, które wykorzystano i stały się piosenkami:


Muzyczna recepta na sukces

Jeśli zostać chcesz artystą
I muzyce oddać wszystko,
Bo ją kochasz i ci w duszy ciągle gra,
W Ełku jest wspaniała szkoła,
Która takich jak ty woła
I pod skrzydła swoje bierze już od lat.

Ref.: Lecz sam talent nie wystarczy
Ani miłość do muzyki,
Chcesz wyjść z tarczą, nie na tarczy?
Mieć sukcesy i wyniki?
Nasza Szkoła ci pokaże
Jak szlifuje się talenty
Więc etiudy ćwicz, pasaże,
Dąż do celu nieugięty!

Tutaj nikt się nie najeży
Gdy się uczyć ma solfeży
Lub gdy musi godzinami ćwiczyć gamy.
Tutaj każdy z nas rozumie,
Że bez pracy zginie w tłumie!
Naszą Szkołę dobrze znamy i kochamy!

Ref.: Bo sam talent nie wystarczy
Ani miłość do muzyki
Choć bolą palce, trwamy w walce
O sukcesy i wyniki.
Na najlepszych już czekają
Najsłynniejsze sceny świata.
Niech tę Szkołę rozsławiają
Swoim kunsztem długie lata!




Będę tu

Twoje oczy śmieją się
Choć stare zdjęcie pokrył kurz
Nie ma Cię
Jesteś snem...
Gdy odeszłaś zamarł czas.
Zegarów nie nakręcam już.
Jesteś snem,
Tylko snem...
Ref.
Będę tu,
Będę trwał do końca
Jak ze snu
Wrócisz w blasku słońca
Będę tu,
Wezmę Cię w ramiona,
Cała w kwiatach, rozmarzona
Przejdziesz przez mój próg!

Wrócisz tu,
Szepniesz moje imię,
W takim dniu
Czas znowu popłynie
Będę tu,
Wezmę Cię w ramiona,
Cała w kwiatach, rozmarzona
Przejdziesz przez mój próg.

Wnet zapomnę to, co złe,
Choć moja dusza pełna ran.
Uśmiech Twój
Widzieć chcę.
Okaż jeden czuły gest,
A nigdy już nie będę sam
Nie bądź snem,
Tylko snem.
            Ref.
Będę tu,
Będę trwał do końca
Jak ze snu
Wrócisz w blasku słońca
Będę tu,
Wezmę Cię w ramiona,
Cała w kwiatach, rozmarzona
Przejdziesz przez mój próg!

Wrócisz tu,
Szepniesz moje imię,
W takim dniu
Czas znowu popłynie
Będę tu,
Wezmę Cię w ramiona,
Cała w kwiatach, rozmarzona
Przejdziesz przez mój próg.

              Na pewno będę tu!



Wyścig
piosenkę wykonuje ełcka grupa Nazir (obecnie Naziro), wydana na płycie "Zawsze do przodu"

Pędzi świat i czas wciąż szybciej gna.
W obłęd wpadł, nikomu już nie starcza dnia.
W natłoku spraw na miłość miejsca nie ma już!
Gdzie Ty? Gdzie ja? Czemu życie tak gna?

         Dzień za dniem w swe tryby wciąga nas
         Machina ta, co wciąż nakręca i popędza czas.
         Wpadamy w wir kolejnych ważnych spraw.
         I każde z nas podąża własną ścieżką, byle w przód!
         Dla kasy, dla kariery ten cały trud!
         Na miłość tutaj miejsca nie ma już...

Wytycza szlak kolein cała sieć,
Zastanów się – co jednak lepsze – być, czy mieć?
Ucieka czas, a my pędzimy wciąż bez tchu...
Zatrzymaj się! Kochaj mnie! Jestem tu!

         Pędzi świat, a my się w nim mijamy tak od lat.
         O sławę, o pieniądze wyścig trwa
         Lecz czy to komuś szczęście może dać?


Żyć na full

Upływa niemrawo kolejny dzień,
Nie wydarza się nic, co porwałoby mnie, o nie!
W życiu innych ciągle coś dzieje się
I ja też tak chcę!

Nie zmarnuję chwili więcej, bo wiem,
Że nie zmieni się nic i nie spełni się sen, o nie!
Chwycę w dłonie wiatr, niech poniesie mnie!
Szczęście me, gdzie jesteś, gdzie?

Ref.: La la la la
A ty przy mnie będziesz
I ujmiesz za rękę,
Będziemy razem wędrować przez świat
Ja z tobą, ty ze mną,
I w widno, i w ciemno
Będziemy z życiem w karty grać – bis

I wreszcie będziemy żyli na full
Ty karetę dziś masz, jak księżniczka, jak król, jak król,
Pokerowe twarze uśmiechną się,
Czy wiesz, że kocham cię?!

Dobry los nam w ręce kolory da,
Dama kier, przy niej król, niech się toczy ta gra, niech trwa!
Zanim kiedyś przyjdzie skończyć tę grę,
Zła karta odwróci się!

Ref.: La la la la
I ty przy mnie będziesz
I ujmiesz za rękę,
Będziemy razem wędrować przez świat
Ja z tobą, ty ze mną,
I w widno, i w ciemno
Będziemy z życiem w karty grać – bis



To nie bajka

- Ja bym chciał na gitarze Ci grać!
~ Ja bym mógł moc klejnotów Ci dać!
- Śpiewałbym o tym, co w sercu mam!
~ Ja Ci bogactwa dam!

- Wybierz, póki czas,
~ Wybierz, który z nas
- Będzie tulił Cię
~ Nocą, w blasku gwiazd?

Ref.   To nie bajka, moja miła, to nie bajka!
         Musisz wybrać – chcesz bogacza, czy też grajka?
         Słuchaj serca, ono wie
         Czego dusza chce!
         To nie bajka, moja miła, to nie bajka!

         To jest życie, więc wybieraj! To jest życie!
         Z grajkiem – skromne, czy z bogaczem – w dobrobycie?
         Słuchaj serca, ono wie,
Czego dusza chce!
To jest życie, więc wybieraj! To jest życie!


Co tak naprawdę ważne jest?
Wrażliwość, czy szeroki gest?
Pomoże Ci melodia ta,
Która w Twym sercu gra!


Ref.   To nie bajka, moja miła, to nie bajka!
         Musisz wybrać – chcesz bogacza, czy też grajka?
         Słuchaj serca, ono wie
         Czego dusza chce!
         To nie bajka, moja miła, to nie bajka!




Zawsze do przodu

Smutno ci, nie wyszło znowu coś,
Przykrość znów ci zrobił dzisiaj ktoś.
Smutno ci, bo przecież starasz się,
Ale wciąż ktoś ci dokuczyć chce!
         Lecz ty się nigdy nie poddawaj!
         Odważnie z życiem w szranki stawaj!
         Właśnie tak możesz wygrać dziś!

Ref.:  Zawsze do przodu, zawsze z uśmiechem
Staraj się żyć!
Drobnych porażek nie tłumacz pechem,
Wciąż naprzód idź!
Nawet, jeżeli kłody pod nogi
Rzuca ci ktoś,
Nie zbaczaj nigdy z obranej drogi!
Nigdy nie mów: dość!

Smutno ci, przegrałeś, – co za pech!
Znów ktoś drwi i wokół słyszysz śmiech.
Weź się w garść! Potrafisz, jeśli chcesz!
Ludzie są zazdrośni, przecież wiesz!
         A więc się nigdy nie poddawaj!
         Odważnie z życiem w szranki stawaj!
         Właśnie tak możesz wygrać dziś!

Ref.:  Zawsze do przodu, zawsze z uśmiechem
Staraj się żyć!
Drobnych porażek nie tłumacz pechem,
Wciąż naprzód idź!
Nawet, jeżeli kłody pod nogi
Rzuca ci ktoś,
Nie zbaczaj nigdy z obranej drogi!
Nigdy nie mów: dość!



Nazir - Zawsze do przodu  - wyświetl z YouTube

Piosenek z moim tekstem wykonywanych przez Nazir (Naziro) jest więcej. Część z nich wydali na płycie, jedną przywłaszczyli podając innego autora tekstu, ale nie chce mi się z nimi ciągać po sądach. Część piosenek jest wykonywana tylko na koncertach, bo nie nabyli praw do melodii i nie mogli tego wydać na płycie.
 A tu tekst i clip przywłaszczonej piosenki o zmienionym tytule - Powstała jako "Majowy wieczór", jest wykonywana jako "Gwiazdka" - nie wiedzieć dlaczego...

Majowy wieczór

Kochanie, nie krzyw się! Buziaka daj!
Do serca przytul mnie! Rozkwita maj!
Figlarnie oczka zmruż! Ajajajaj!
Patrz, wokół wiosna już! Czyż to nie raj?!

Upojny zapach bzu zachwyca nas,
Kochanie zostań tu, masz jeszcze czas!
W majowy wieczór ten buziaka daj!
To nie jest czas na sen, gdy kwitnie maj!

Ref.:  Zanim nad nami pojawią się
         Gwiazdy i księżyc na nieba tle,
         Niechaj upaja nas zapach bzu!
Więc usiądź, kochana, przy mnie tu!

Ten wieczór niech będzie tylko nasz!
Więc może mi w końcu buzi dasz?!
Nie wolno Ci dłużej dąsać się!
Buziaka daj, przytul mnie!

Ja tobie chętnie też buziaka dam,
Więc nie strosz się jak jeż! Nie chcę być sam!
Figlarne oczy twe tak kuszą mnie!
Patrz, wokół wiosna już! Nie dąsaj się!

Usiądźmy razem na ławeczce tej,
Ja ci buziaka dam, a ty się śmiej!
Proszę, już nie krzyw się! Ajajajaj!
Niech w cudnych oczach twych rozkwita maj!

Ref.:  Zanim nad nami pojawią się
         Gwiazdy i księżyc na nieba tle,
         Niechaj upaja nas zapach bzu!
Więc usiądź, kochana, przy mnie tu!

Ten wieczór niech będzie tylko nasz!
Więc może mi w końcu buzi dasz?!
Nie wolno Ci dłużej dąsać się!
Buziaka daj, przytul mnie!









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny. Zachęcam do komentowania.

W przypadku braku konta na Google lub Fb i logowania się jako "Anonimowy", bardzo proszę o podpisanie się w treści komentarza, gdyż chciałabym wiedzieć, kto do mnie pisze.

Każdy komentarz jest dla mnie cenny, jednak komentarze obraźliwe i zawierające wulgaryzmy będą konsekwentnie usuwane. Dobre maniery i kulturę słowa cenię ponad wszystko.

Szczególnie polecam:

Fraszka na gościa